Nie jest to jednorazowy efekt, lecz stopniowa rekalibracja systemu stresowego, która z czasem podnosi próg wejścia w tryb alarmowy u obojga partnerów. W praktyce oznacza to, że para, która regularnie praktykuje uważny dotyk, buduje sobie neurochemiczny bufor odporności na te same spory i napięcia, które u innych par eskalują w chroniczny kortyzol i wygaszenie pożądania.
Wszystkie omówione dotąd psychologiczne i relacyjne aspekty są istotne, by utrzymać ogień w związku. Jednak obraz ten byłby niepełny, gdybym pominął fundament. Musimy spojrzeć prawdzie w oczy: nawet najlepsze chęci i techniki komunikacji nie zadziałają, jeśli biologia organizmu została trwale zmieniona. Istnieją dwa potężne czynniki, jeden wybierany dobrowolnie, drugi nieuchronny, które fundamentalnie zmieniają zasady gry o pożądanie. Jeśli ich nie uwzględnisz, Twoje starania mogą okazać się walką z wiatrakami.
Chemiczne wygaszanie
Współczesna kultura chętnie promuje przekonanie, że libido zależy głównie od nastroju, gry wstępnej i romantyzmu. Biologia ewolucyjna jest jednak bezlitosna i wskazuje, że libido to w dużej mierze matematyka hormonów. Jeśli zmienimy zmienne w tym równaniu, wynik musi ulec zmianie.