Wiedza o tych mechanizmach jest potężnym narzędziem, ale jak każde narzędzie, może działać destrukcyjnie. Jeśli zamiast świadomego obserwowania zaczynasz obsesyjnie monitorować, Twój mózg traktuje relację jak strefę zagrożenia, a organizm wchodzi w tryb przetrwania. A w trybie przetrwania, jak już wiesz, reprodukcja schodzi na daleki plan.
U obu płci mechanizm jest ten sam: spokojna obserwacja z pozycji wewnętrznego spokoju, czyli czujność, utrzymuje dopaminowe napięcie i atrakcyjność. Gorączkowe skanowanie z pozycji lęku, czyli hiperczujność, zabija jedno i drugie. Różnica między nimi nie leży w ilości wiedzy o partnerze, lecz w emocji, z której ta obserwacja wyrasta. Czujność wyrasta z pewności siebie. Hiperczujność z lęku przed utratą.
Pozostaje pytanie, jak przełamać tę pętlę, gdy już się w nią wpadnie. Słowa tu nie wystarczą. Racjonalne przekonywanie siebie, że „nie ma się czego bać", nie dociera do ciała migdałowatego, które operuje poniżej progu świadomości. Co więcej, próby racjonalnego rozwiązania problemu przez rozmowę, pytania w stylu „dlaczego mnie nie chcesz", analizy częstotliwości, dyskusje o niechęci seksualnej, nie tylko nie pomagają, lecz aktywnie pogłębiają pętlę. Każda taka rozmowa jest dla układu nerwowego partnera kolejnym potwierdzeniem, że relacja stała się strefą napięcia i rozliczeń, a nie bezpieczeństwa.