Ta mapa nie znika. Zmieniamy twarze, sceny, epoki życia, ale wzorzec pozostaje. To on decyduje, czy w miłości czujemy spokój, czy niepokój. Czy jesteśmy gotowi ufać, czy raczej wciąż się chronimy.
Dlatego teoria przywiązania Johna Bowlby’ego, choć wywodzi się z badań nad niemowlętami, tak głęboko rezonuje również w świecie dorosłych. Pokazuje bowiem coś, co wielu z nas czuje, choć trudno to nazwać. Że sposób, w jaki kochamy, nie bierze się z przypadku. Że każda nasza reakcja ma swoje źródło i można je zrozumieć.
Biologia relacji
Nasze pragnienie bliskości nie jest przypadkiem ani sentymentalną słabością. To wynik biologicznego mechanizmu, który przez tysiące lat pomagał nam przetrwać. System przywiązania, jak nazwał go John Bowlby, to wewnętrzny kompas, który kieruje nas w stronę bezpieczeństwa, zwłaszcza w chwilach zagrożenia, bólu lub niepewności.
To on sprawia, że szukamy obecności kogoś bliskiego, gdy jesteśmy chorzy. To on każe nam płakać jako dzieci, gdy znikają rodzice, i tęsknić jako dorośli, gdy partner staje się emocjonalnie niedostępny.
System przywiązania nie wyłącza się z wiekiem. To mit, że dorosły człowiek powinien być samowystarczalny. W rzeczywistości potrzebujemy drugiego człowieka równie mocno jak wtedy, gdy byliśmy mali.