To podejście, choć miało na celu prewencję, często pomijało biochemiczny kontekst. Z punktu widzenia inżynierii ludzkiego ciała sytuacja jest znacznie bardziej złożona, ponieważ cholesterol nie jest trucizną, lecz substancją niezbędną do funkcjonowania organizmu.
Pełni on funkcję fundamentalnego surowca dla hormonów steroidowych, w tym hormonów płciowych (testosteronu) oraz kortyzolu. Tutaj pojawia się ważny aspekt starzenia: gdy z wiekiem naturalnie spada produkcja tych hormonów, organizm zużywa mniej cholesterolu, co może prowadzić do jego kumulacji w krwiobiegu – nie jako trucizny, lecz jako niewykorzystanego materiału budulcowego.
Jest on również podstawowym składnikiem błon komórkowych decydującym o ich integralności oraz jest niezbędny do syntezy witaminy D i kwasów żółciowych. Bez odpowiedniego poziomu cholesterolu i jego frakcji transportowych organizm może zacząć funkcjonować nieprawidłowo, a ogólna witalność i zdolności regeneracyjne mogą ulec wyraźnemu osłabieniu.
Dlaczego więc medycyna znajduje go w zatkanych tętnicach i obwinia za zawały? Wyobraź sobie swoje tętnice jako autostradę. Jeśli nawierzchnia jest dziurawa i zniszczona, zarządca drogi wysyła ekipę naprawczą w postaci cholesterolu, aby załatać ubytki w śródbłonku. Czy widząc ekipę naprawczą przy każdej dziurze, oskarżasz robotników o zniszczenie asfaltu?