Hormeza: Biologiczne prawo wzrostu
Współczesna kultura często błędnie utożsamia zdrowie z całkowitym brakiem stresu, dążąc do życia w sterylnej bańce komfortu. Tymczasem biologia ewolucyjna podpowiada coś zupełnie odwrotnego, wskazując, że całkowity brak wyzwań jest dla organizmu sygnałem do stagnacji. Aby w pełni zrozumieć, w jaki sposób budujemy naszą odporność, zarówno tę fizyczną, jak i psychiczną, musimy przyjrzeć się zjawisku hormezy.
Jest to fascynujący proces, w którym czynnik szkodliwy w dużej dawce, w małej staje się bodźcem naprawczym i wzmacniającym. To swoisty biologiczny paradoks, który mówi nam, że aby zbudować silniejszy organizm, musimy go najpierw delikatnie wytrącić z równowagi. Można to sobie wyobrazić jako wykres, gdzie na samym początku, przy braku jakichkolwiek wyzwań, organizm nie widzi powodu do inwestowania energii w rozwój. Dopiero gdy pojawia się stresor, taki jak zimny prysznic, post, intensywny wysiłek intelektualny czy trening siłowy, wkraczamy w strefę hormezy.
Organizm, zmuszony do reakcji obronnej, dokonuje nadkompensacji i odbudowuje się silniejszy, aby być gotowym na przyszłość. Uruchamiają się wówczas procesy naprawcze, usuwane są uszkodzone białka, a neurony tworzą gęstszą sieć połączeń. Wszystkie strategie, o których piszę w tej książce – od postu przerywanego uruchamiającego autofagię, przez ekspozycję na zimno, aż po naukę nowych, trudnych umiejętności – są w istocie niczym innym jak precyzyjnym dawkowaniem stresu.