W chwilach nieszczęścia szukamy ulgi. Najczęściej tam, gdzie jest szybko i łatwo. Coś do zjedzenia. Zmiana perspektywy. Szukamy wsparcia i potwierdzenia. Ale czasem sięgamy po to, co tylko na moment tłumi napięcie. Lampka wina. Papieros. Scrollowanie telefonu. Te wybory mogą przynieść chwilowe ukojenie, ale nie dotykają źródła. Często je zagłuszają, a niewysłuchany sygnał wraca – zwykle jeszcze silniejszy.
A przecież to napięcie może być czymś więcej niż przeszkodą. Może być drogowskazem. W ujęciu biologicznym ten stan nie musi świadczyć o błędzie, ale o gotowości. Gotowości do działania, do wyjścia z impasu, do wykorzystania tego, co już w nas jest. Jeśli ciało nie wysyła sygnałów choroby, a mimo to czujemy ciężar, to znak, że brakuje nam kierunku, nie siły.
Pustka przy zachowanej energii to subtelna forma wewnętrznego alarmu. Biologia rozpoznaje niewykorzystany potencjał. System, który przez tysiące lat mobilizował nas do rywalizacji, by ewolucja mogła wybierać najbardziej przystosowanych, nie akceptuje impasu. Gdy nie idziemy naprzód, pojawia się napięcie. Jakby coś w nas szeptało, że mamy siłę i potencjał, ale ich nie wykorzystujemy.