Później przyszła kolej na nas. Moi rodzice również, jak wielu w tamtych czasach, chcieli uciec z komunistycznej Polski. Udało się to w 1988 roku.
W wieku dziesięciu lat znalazłem się w Niemczech. Ponownie straciłem wszystkich przyjaciół. Nowe otoczenie, ciasne warunki w ośrodku przejściowym, sześć osób w jednym pokoju, z zapleczem sanitarnym współdzielonym z kilkoma rodzinami. Choć miało to być tylko tymczasowe, przeprowadzaliśmy się kilkukrotnie. Nie znałem niemieckiego, a musiałem rozpocząć naukę w szkole. Do dziś pamiętam, jak ojciec odprowadził mnie na plac szkolny. Klasa czwarta, nikogo nie znałem, nie rozumiałem języka. Płakałem.
Nie pamiętam dokładnie, jak odnalazłem się w nowej klasie. Być może jakiś polski kolega zaczął mi pomagać. Pamiętam za to jedno upokarzające doświadczenie. Nauczycielka wyczytała moje imię. Wstałem. Powiedziała coś do mnie w obcym języku, a ja odpowiedziałem po polsku. Klasa wybuchła śmiechem. Od tego momentu zacząłem rozumieć, czym jest bycie obcym.
Po dwóch latach znałem niemiecki na tyle dobrze, by nie wyróżniać się już negatywnie. Od piątej klasy chodziłem do szkoły, w której matura była niemal nieosiągalna. Bariera językowa i słaby start zepchnęły mnie na tor edukacyjny, który wydawał się ograniczający. W siódmej klasie czułem, że poziom nauczania nie daje mi satysfakcji.