Przeprowadziliśmy się z Wałbrzycha do Żor, zostawiając za sobą Babcię, moją emocjonalną matkę. Mając zaledwie cztery lata, straciłem ją fizycznie i emocjonalnie, a wraz z nią cały mój dotychczasowy świat.
Nowe środowisko, klasa zerowa i pierwsze przyjaźnie dawały mi iluzję stabilizacji. Mama była już częściej w domu, ojciec również pojawiał się wieczorami. Wszystko zaczynało się układać, ale w środku wciąż towarzyszyła mi tęsknota za Babcią, która została sama, odrzucona w Wałbrzychu. Po pewnym czasie rzeczywistość znów się zmieniała. Rodzice wyjeżdżali na długie miesiące do pracy w Niemczech. Często któregoś z nich brakowało, a ja zostawałem z kolejnym uczuciem braku i niedopowiedzenia.
W Żorach mieszkał również brat mojego ojca z rodziną. Przyjaźniłem się z kuzynem, co dawało mi poczucie przynależności i chwilowego zakorzenienia. Cieszyłem się na każde spotkanie. To był czas, gdy zachodnie produkty zaczęły powoli przenikać do Polski. Marzyliśmy o świecie za żelazną kurtyną. Babcia ze strony ojca od lat mieszkała w Niemczech.
Z biegiem czasu przyzwyczaiłem się do życia w Żorach. Znalazłem licznych przyjaciół, z którymi codziennie spędzałem czas. Jednak nic, co dobre, nie trwa wiecznie. Najpierw, po wielu staraniach, rodzina kuzyna wyjechała do Niemiec. Pamiętam, że był to chyba rok 1986.