← Wróć do strony głównej
Strona 511

Bezpieczniej jest dołączyć do głosu, który już ma poparcie, niż ryzykować własną wypowiedź, na którą nikt może nie odpowiedzieć.

Efekt jest taki, że grupa, która w fizycznym spotkaniu korzystałaby z pełnego spektrum kompetencji swoich członków, w wersji tekstowej redukuje się do monologu kilku osób z chórem emotikonów w tle. Nie dlatego, że pozostali nie mają nic do powiedzenia. Dlatego, że medium systematycznie karze tych, którzy mówią wolniej, ciszej lub bardziej precyzyjnie.

W konsekwencji grupy tekstowe ewoluują w stronę jednego z dwóch biegunów. Albo stają się przestrzenią pustych potwierdzeń: „super!", „dokładnie!", pozbawioną jakiejkolwiek intelektualnej substancji. Albo umierają w ciszy, bo nikt nie chce być tym, kto pierwszy powie coś, co może zostać źle zinterpretowane. Merytoryczna dyskusja wymaga tarcia, zderzenia perspektyw, kwestionowania założeń, ryzykowania błędu. W środowisku, gdzie każde słowo jest archiwizowane, tarcie staje się zbyt kosztowne. Mózg kalkuluje: ryzyko wyrażenia szczerej opinii przewyższa potencjalną nagrodę. Wynik: milcz albo głaskaj.

Przeciążenie

Do tego dochodzi problem przepustowości. W normalnej rozmowie Twoja uwaga jest naturalnie filtrowana: rozmawiasz z jedną osobą, reszta jest w tle.

Strona 511