Cyfrowe stado
Wyobraź sobie scenę sprzed stu tysięcy lat. Siedzisz przy ognisku w grupie piętnastu osób. Widzisz każdą twarz, słyszysz każdy ton głosu. Twój mózg przetwarza setki sygnałów na sekundę: mikroekspresje, gestykulację, postawę ciała, kierunek wzroku. Te dane pozwalają Ci w ułamku sekundy ocenić, czy ktoś jest sojusznikiem, czy zagrożeniem.
Teraz otwórz dowolny komunikator. Grupa na Messengerze, wątek na WhatsAppie, komentarze pod postem. Jedynym kanałem komunikacji jest tekst. Pozbawiony tonu, pozbawiony twarzy, pozbawiony ciała. Twój mózg, który kalibrował się przez setki tysięcy lat do odczytywania pełnego spektrum sygnałów, nagle zostaje oślepiony i ogłuszony. Dostaje ułamek informacji, które potrzebuje, żeby poprawnie zinterpretować intencje drugiego człowieka. A ponieważ nie toleruje pustki informacyjnej, zaczyna ją wypełniać. I robi to zgodnie ze swoim domyślnym ustawieniem: zakłada zagrożenie.
Tekst bez kontekstu
W poprzednich rozdziałach opisałem, jak sygnały pacyfikacyjne, uśmiech, otwarta postawa, ciepły ton głosu, wyłączają system obronny Twojego rozmówcy i torują drogę do budowania sojuszu. W komunikacji tekstowej te sygnały nie istnieją.