Monogamia i poligynia: instynkt kontra ewolucja kultury
W świecie zwierząt większość gatunków kieruje się wzorcem poligynii. Samiec łączy się z wieloma samicami, podczas gdy większość innych samców nie ma dostępu do reprodukcji. Jest to strategia maksymalizująca przekazywanie genów przez jednostki dominujące. Samce konkurują o partnerki, a zwycięzca otrzymuje wszystko. Dla wielu gatunków to naturalny porządek rzeczy.
Z perspektywy biologicznej poligynia ma głęboki sens. Zwiększa szanse na przekazanie genów przez osobniki najlepiej przystosowane. Wystarczy spojrzeć na strukturę stada u goryli, lwów czy jeleni. Tam, gdzie presja selekcyjna jest silna, dominuje dostęp wyłącznie dla najsilniejszych.
Dowód na to nie znajduje się w starych księgach, ale jest wyryty bezpośrednio w naszej anatomii. Spójrz na nasze ciała. Gdybyśmy byli stworzeni do idealnej monogamii, jak gibony czy łabędzie, samce i samice byliby niemal identycznych rozmiarów. Tymczasem ludzki dymorfizm płciowy opowiada inną historię.