Z czasem odkryłem jednak coś jeszcze ważniejszego. Nawet jeśli nasz system wartości jest spójny, może zostać zachwiany przez środowisko, w którym żyjemy. Ludzie, kultura, media i język tworzą niewidzialny krajobraz wartości, który stale na nas oddziałuje. W świecie, który nagradza szybkość, porównanie i zewnętrzny sukces, łatwo zatracić pewność tego, co naprawdę ważne. Ciało odbiera ten rozdźwięk jak subtelne rozstrojenie. Pojawia się zmęczenie, niepokój i wrażenie, że mimo wysiłku coś wewnętrznie się rozjeżdża.
Wtedy pojawia się ciche poczucie braku znaczenia. Człowiek może mieć wszystko, czego pragnął, a jednak nie czuje się pełny. Dzieje się tak, bo świat, w którym żyje, potwierdza inne wartości niż te, które nosi w sobie. Brak tej spójności osłabia motywację i wewnętrzną równowagę. To samo dotyczy relacji. Gdy spotykają się osoby kierujące się różnymi wartościami, nawet najlepsze intencje nie wystarczą, by stworzyć prawdziwą bliskość. Nie chodzi o to, że ktoś ma rację, a ktoś inny się myli. Chodzi o to, że rozmawiają w różnych językach sensu.
Życie niesie ze sobą najróżniejsze wyzwania. Niektóre są tak trudne, że potrafią zachwiać nawet najgłębiej zakorzenionym systemem wartości. To właśnie w takich momentach otwierają się drzwi do prawdziwego wglądu, do tego, co w tradycji Wschodu nazywa się kensho i satori.